jeszcze raz o T-Mobile

Opublikowane przez admin w dniu


Pisaliśmy już o naszych obawach związanych z pakietem „smart city”. Dla przypomnienia:

  • Z perspektywy miasta o (nadal jakimś!) kapitale kulturowym, opakowane w magente „smart city” jest projektem po prostu tandetnym, ideowo zrodzonym ze spóźnionej o lata, może o dekadę, fascynacji technologią (wi-fi, dotykowe ekrany). „Totemy” i „inteligentne ławki” bardzo szybko będą nadawały się wyłącznie do wywiezienia do Ghany. Jeśli miejskie systemy wypożyczania rowerów mają przyszłość, to wyłącznie te pozbawione stacji dokujących. Proponowana przez T-Mobile „infrastruktura” wydaje się nijak dopasowana do tak nietypowego miasteczka jak Kazimierz. Jedno z nielicznych sensownych haseł tego programu – system parkingów – okazuje się, jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli T-Mobile – pustym zaklęciem: nikt w ramach tego programu nie myśli o dużych parkingach poza granicami miasta.
  • Nie ma wątpliwości, że podpisując umowę, gmina staje się zakładnikiem korporacji T-Mobile i wasalem jej kaprysów reklamowych. Przedsmaku tej relacji mieliśmy już okazję doświadczać tego lata na rynku.
  • Prognoza finansowych konsekwencji umowy z T-Mobile, szczególnie po upływie dwóch lat od zainstalowania „smart city”, nie została upubliczniona.
    Czy w ogóle została wykonana? Zagadka.


Jednak największy bodaj kłopot ze „smart city” tkwi w 40 kamerach i sprywatyzowanym, zautomatyzowanym systemie całodobowej inwigilacji.

W świetle obowiązującego rozporządzenia o ochronie danych (RODO), uruchamiając kamery gmina może spodziewać się galimatiasu prawnego a nawet pozwów. Szczegółowe zapisy umowy mają tu kolosalne znaczenie. Niestety, orzecznictwo sądów administracyjnych pozwala samorządom uchylać się od obowiązku udzielenia dostępu do informacji publicznej w przypadku umów jeszcze nie podpisanych. Więc bez dobre wolu urzędu miasta o szczegółach dowiemy się dopiero po szkodzie.